U Leonarda w domu mieszka rodzina z Ukrainy. Podobno tak dobrego barszczu, jaki ugotowali goście, Leonard jeszcze nie jadł. W Hoteliku Gdańskiej, w Oberhausen, mieszka teraz kilka Ukrainek z dziećmi. Niedawno zorganizowały wieczór ukraiński. Wyśpiewały na scenie całe swoje serca. Dom Oksany budował ojciec. Cegła, po cegle. Jeszcze nie był otynkowany, ale w środku był już całkiem urządzony. W pokoju ściany były niebieskie. W oknie wisiały kremowe firanki. Oksana siedzi dzisiaj, na podwórku „Gdańskiej”, pije kawę, wygrzewa twarz w słońcu, mówi coś do syna. Dyskretnie wyciera łzę. Ona nie wie, czy tam w Zaporożu jest jeszcze jej dom, z kremowymi firankami, jej ojciec, jej mąż, jej brat. Tak bardzo chciałaby, by wróciła zima i żeby wszystko było tak, jak jeszcze niedawno. I żeby mogły tam kiedyś wrócić, żeby ten koszmar wojny jak najszybciej się skończył, wielu, z całego serca, tak jak potrafi, chce pomóc. Bo najgorsza jest bezradność, dlatego Beata rzuciła hasło, Viola, Wojtek, Maciek, Mariusz, Krysia, Ela, Natalia, Robert (można by tak naprawdę długo wymieniać…), podchwycili pomysł i ten zryw pomocy:                       

Pomoc Ukrainie NRW rozrósł się i trwa!

Ludzie wyrywają sobie prywatny czas, biegną często zaraz po pracy, by pomagać:
– tu są same leki. Te damy do tyłu auta.
– a gdzie ubrania?
– te lżejsze paczki pójdą na górę.
– jeszcze trzeba te wózki zmieścić. I kule.
– Mariusz, podaj karton z bateriami.
– i tego konika na biegunach!
– o! tak! Podajcie konika na biegunach. Tylko ostrożnie!

Nie wszyscy się znają. Jedni są już zmęczeni, drudzy dopiero co się dowiedzieli i przyszli pomagać pierwszy raz. Niektórzy znają tylko swoje imiona, inni znają się już z widzenia, ale wszyscy się uśmiechają. Beata pokazuje na swoje auto i prosi, żebyśmy ciszej mówili. W aucie śpi jej córka.

– wiesz, zrobiłam dzisiaj na szybko sałatkę. To był nasz obiad. Teraz córka śpi, ale zaraz pewnie się obudzi i przyjdzie pomagać. Ja też jestem trochę śpiąca. W nocy musiałam załatwiać mnóstwo formalności związanych z załadunkiem, transportem, przekazami, wpłatami… Tyle się już działo. Tyle darów spłynęło, tyle rzeczy posegregowano, opisano, taśmą oblepiono. Tyle paczek załadowano na auta, tyle ciężarówek odjechało na wschód…
Ile? Beata mówi, że już wysłaliśmy ok. 160 ton darów na Ukrainę i do Polski. Dary wg. listy na Frayer: jedzenie, higiena, chemia, środki medyczne, baterie, latarki, świeczki, ubrania itd.

I Beata mówi jeszcze, że też tam i tam pomagają, że: „działamy w ponad 15 miastach NRW”, pomaga Caritas, różne firmy, harcerze…

Również artyści polonijni pomagają najlepiej, jak potrafią. Właśnie Jurek zorganizował koncert charytatywny w Bonn. Cała plejada polonijnych muzyków zagrała, by pomóc uchodźcom z Ukrainy. Margaux z przyjaciółmi zabrała głos w Kolonii, przeciw wojnie, solidaryzując się z Ukrainą. Właśnie grali również w Wirges. I niemieccy artyści, i znajomi artyści polonijni m.in. Glanc, Bernolak, Wnukowski, Frąckiewicz. Tam królowała muzyka klasyczna. Równie piękny koncert charytatywny, Nomedii, Leszka Cichońskiego i Adamor’a odbył się w „Gdańskiej”, w Oberhausen. Tam też, wcześniej, dla Ukrainy, grał Teatr Poezjada. Aktorzy i publiczność zebrali sporą kwotę. A „chwilę później” znowu teatr zagrał w Caritasie, w Solingen. Dla Ukrainy koncertować będzie Darkness Surrounding i przyjaciele. Ta grupa 20 letnich studentów również chce wspierać Ukrainę. Do Darmstadt, na koncert „Razem z Ukrainą” zaprasza Antoni, a w Dusseldorfie, dla Ukrainy zaśpiewa Łukasz Konieczny – bass. Takich charytatywnych koncertów zapowiada się jeszcze wiele, bo cała artystyczna brać tak, jak potrafi najlepiej, podnosi głos przeciw wojnie. Bo ten zapał nie może wygasnąć. Przecież wojna trwa nadal. W wiadomościach widzę straszne zdjęcia szarych ulic, zbombardowanych budynków, wystraszonych ludzi. Zastanawiałam się, czy w Mariupolu i Buczy też zakwitły tej wiosny, stokrotki? Codziennie ktoś na Ukrainie musi napić się wody, coś zjeść, czymś opatrzyć rany, żeby przeżyć kolejny dzień wojny.

To zróbmy teraz inną wyliczankę: zgrzewka dużej wody w Aldi, 7 puszek zupy po 1€, paczka mleka w proszku i kilka słoiczków marchewki dla dziecka lub puszka moreli. Taka minimalna porcja możne starczyć matce z dzieckiem, na siedem dni. Można dołożyć do swoich zakupów i łatwo policzyć. To ile kosztuje ludzkie życie?

Tę matematykę serca, w szkole życia, wzorowo zaliczyła już 11-letnia Sarah, która poprosiła swoją mamę, żeby nie kupowała jej nowych ubrań. Przecież może nosić te, po starszej siostrze. Poprosiła również: „mamo, kup z mojego kieszonkowego jedzenie dla tych mam i dzieci z Ukrainy, przecież taka butelka wody, batonik i puszka groszku, to niecałe 3 €. Mam tyle!”

Dzisiaj chłopcy pojechali pod granicę z Ukrainą, przemierzając kilometry autostrad aby dotrzeć do potrzebujących. Paweł, Kasia, Beata, Leonard, Maciek … rozchodzą się wreszcie do domów, by trochę w nich pomieszkać z rodziną. A jutro? Jutro, zaraz po pracy… znowu pomagać będzie Paweł, Kasia, Beata… Ich serca są już całe żółto niebieskie, jak żółte są mlecze wiosenne i pola rzepaku i takie błękitne, jakie powinno być wiosenne niebo. Na zachodzie. Na wschodzie. Wszędzie!

Joanna Duda-Murowski