Artykułu możesz posłuchać tu:
Czyta Karolina Memon

 

W ostatnich tygodniach nad relacjami między Polską, a RFN widnieją ciemne chmury z powodu reperacji wojennych. O ponownym podniesieniu tej kwestii nieśmiało mówiono od kilku lat, ale w tym roku, w 83. rocznicę napaści nazistowskich Niemiec na RP, polski rząd zaprezentował raport o stratach poniesionych przez Polskę w wyniku niemieckiej agresji i okupacji w czasie drugiej wojny światowej. Oszacowano je na 6 bilionów 220 miliardów 609 milionów złotych i otwarcie mówiono o podjęciu kroków, by te pieniądze uzyskać. Nam samym pewnie jest ciężko wyrobić sobie pogląd, gdy na ten temat wokół jest tyle medialnego hałasu czy wzajemnie przenikających faktów i opinii. Osobiście sam mam problemy z wyrobieniem swojego stanowiska i mam też świadomość, że w tym temacie nie ma jasnych odpowiedzi, ale chciałbym przedstawić kilka informacji czy stanowisk, które mogą nam pomóc się rozeznać w tej zawiłej kwestii.

WYPŁATY DLA POLSKI PO DRUGIEJ WOJNIE ŚWIATOWEJ

Na konferencji poczdamskiej, która miała kluczowe znaczenie dla porządku europejskiego po wojnie, temat reparacji oczywiście został poruszony. Jednak tam decydujący głos miały 4 mocarstwa: Wielka Brytania, USA, Francja i Zwązek Radziecki. Ustaliły one, że faktycznie Niemcy są zobligowane do wypłacania reparacji, ale pobieraniem wpłat i ich dystrybucją mają zająć się właśnie owe mocarstwa, wykorzystując środki (również pod postacią materialną, np. wyposażenia fabryk czy maszyn) ze swoich stref okupacyjnych, na które została podzielona, pokonana  III Rzesza. Polska, ze względu na znalezienie się w radzieckiej strefie wpływów, miała więc mieć wypłacane odszkodowanie  za pośrednictwem Sowietów. I faktycznie, zawarto umowę pomiędzy Moskwą, a polskim Tymczasowym Rządem Jedności Narodowej, wedle której Polska będzie otrzymywać 15% reparacji przekazywanych Związkowi Radzieckiemu. Problemem był fakt, że to strona radziecka miała pełną kontrolę nad tym procesem i to ona decydowała, co dostawaliśmy oraz jaka była wartość owych przekazanych środków. I tak na przykład w ramach 10% należnych reparacji za 1949r., Polska otrzymała 7 mln egzemplarzy dzieł Lenina i Stalina wydrukowanych po polsku we wschodnich Niemczech. Dodatkowo, strona polska została zmuszona do sprzedaży nawet 10x taniej, niż stawki rynkowe, węgla Związkowi Radzieckiemu każdego roku, w którym otrzymywała reparacje.  Sytuacja ta, już i tak niekorzystna dla Polski, zmieniła się wraz z narastaniem napięcia między Wschodem, a Zachodem. Sowieci woleli wzmocnić swoje wpływy w NRD i przestali pobierać reparacje, a w ślad za nimi, wobec uzależnienia od Moskwy, również polski rząd Bolesława Bieruta odpowiednią uchwałą z sierpnia 1953 roku. Tym samym Polska przestała otrzymywać reparacje.

CZY TE PIENIĄDZE SIĘ POLSCE NALEŻĄ?

Obecnie podważana jest legalność uchwały z ’53 roku, jako podjętej przez niesuwerenny rząd pod wpływem nacisków z Moskwy. Jest to zrozumiałe, ale niestety był to rząd uznawany na arenie międzynarodowej, a co ważniejsze decyzja ta była wielokrotnie później przez stronę polską potwierdzana i to nawet po upadku PRL-u. Najlepsza okazja, by temat ten ponownie poruszyć była w 1990 roku, przy okazji zjednoczenia Niemiec. Wówczas jednak potwierdzono uchwałę rządu Bieruta i skupiono się na uznaniu przez RFN granicy na Odrze i Nysie (tzw. Ziemie Odzyskane wg. traktatów kończących wojnę były rekompensatą dla Polski za straty terytorialne na wschodzie i ich granic). Wobec jeszcze kilku innych kwestii prawnych, których nie sposób tu krótko opisać, niestety dla strony polskiej, wśród prawników i ekspertów prawa międzynarodowego przeważa opinia, że droga prawna jest dla Warszawy zamknięta. Należy tutaj zaznaczyć, że wyżej opisane kwestie dotyczą tylko reparacji względem państwa – oznacza to, że inne formy odszkodowań wojennych, np. indywidualne roszczenia cywilnoprawne są wciąż możliwe i w tej kwestii RP może występować w imieniu swoich obywateli. Niezależnie jednak od prawnych zawiłości, Polska nie otrzymała całości obiecanych reparacji i nie miała kontroli czy wpływu na to jak wyglądał ten proces, co jest wciąż niezagojoną raną w polskim społeczeństwie. Berlin nie rozumie lub nie chce zrozumieć, skali polskiej krzywdy wynikającej z drugiej wojny światowej, która wiąże się nie tylko ze stratami ludzkimi i materialnymi z lat 39-45, ale również z umieszczeniem Polski w radzieckiej strefie wpływów na następne dziesięciolecia z wszystkimi tego konsekwencjami, kiedy to Niemcy błyskawicznie się odbudowywały dzięki planowi Marshalla. W tej kwestii polskie poczucie nienaprawionej krzywdy i niesprawiedliwości zderza się z chłodnym, wykalkulowanym formalizmem niemieckiej polityki, która (co cyniczne) w polityce międzynarodowej często odwołuje się do etyki i moralności.

CO DALEJ?

Wydaje się, że w tym momencie polskie starania powinny być skupione właśnie na wyjaśnieniu niemieckiej stronie swojego punktu widzenia, a niemieckie na próbie zrozumienia polskiego stanowiska. Zaprezentowany przez stronę polską raport niestety nie świadczy o takim kierunku, tak samo jak komunikaty niemieckiego MSZ mówiące, że temat dla Berlina pozostaje zamknięty. Z obu stron obecnie nie widać chęci do komunikacji. Pozostaje nam obserwować, w jakim kierunku zmierza ta kwestia – czy popchnie nas do dialogu, czy tylko nas skłóci? My zaś miejmy na uwadze, że temat ten jest niezwykle złożony i nie może być rozwiązany inaczej niż na drodze współpracy.

Mateusz Smolka