Żaneta Branch – Polka od 12 lat mieszkająca w Australii. Jako wykształcona filolog języka polskiego przez wiele lat uczyła w Australii języka polskiego. Aktualnie pracuje dla dużych linii lotniczych na lotnisku międzynarodowym w Sydney. Prywatnie wraz z mężem Australijczykiem, wychowuje dwie córeczki. Oczywiście dwujęzycznie! Pięć lat temu Żaneta założyła w Sydney grupę polskich mam, do której obecnie należy kilkaset kobiet. Od kilku lat prowadzi bloga „Polka w Australii pisze”, gdzie dzieli się swymi spostrzeżeniami na temat świata pachnącego eukaliptusem, słoną wodą z oceanu i rozgrzanym piaskiem. 

Żaneto, powiedz nam proszę jak to się stało, że znalazłaś się w Australii i postanowiłaś tam zamieszkać?

Był rok 2007, obroniłam tytuł magistra na Uniwersytecie w Warszawie i stanęłam przed wyborem: zostać w kraju i rozpocząć kolejny etap w życiu, czy opuścić strefę komfortu i wyjechać za granicę. Ciekawość świata i żądza przygód wzięła górę. Dwa tygodnie po obronie pracy magisterskiej zrobiłam sobie pierwsze zdjęcie ze słynną Operą w tle.

2. Ponad połowa ludności Australii mieszka w trzech największych miastach. Dwa z nich znasz jak własną kieszeń. Jaka jest różnica między Sydney i Birsban? Które z nich się Tobie lepiej podoba?

Większość osób zaczyna swoją przygodę z Australią właśnie w Sydney. Mieszkam tu już 10 lat i faktycznie czuję się tu jak ryba w wodzie. Sydney posiada ponad pięciomilionową populację, duży rynek pracy i szeroki wachlarz możliwości, atrakcji i ogrom przepięknych miejsc. Wszystkie te dobroci przychodzą jednak z wieloma problemami, takimi jak drożyzna, korki, tłok i z ich konsekwencjami, takimi jak stres, brak czasu czy chroniczne zmęczenie ciągle pędzących mieszkańców. Często więc ludzie po latach mieszkania w Sydney decydują się na przeprowadzkę do Brisbane. Sama również przeszłam tę drogę i mieszkałam tam półtora roku. Magnesem Brisbane są przystępne ceny nieruchomości, które w Sydney są kosmiczne. Brisbane jest jednak znacznie mniejsze niż Sydney, w związku z czym, możliwości na rynku pracy, czy zarobki, również są proporcjonalnie mniejsze. Sporym plusem Sydney jest przepiękne wybrzeże, które umożliwia łatwy i szybki dostęp do dziesiątek fantastycznych plaż. Brisbane niestety nie posiada dostępu do oceanu, a w klimacie tropikalnym to duży minus.

3. Mimo odległości Australia kulturowo bardzo przypomina Europę? Czy nie jest tak, że Australijczycy wzorują się na Europie?

Australia jest nie tylko wyspą, ale również najbardziej odizolowanym od reszty świata kontynentem. W związku z tym, jest to kraj specyficzny i nie sądzę, żeby bardzo przypominał lub wzorował się na innych kontynentach. Spośród wszystkich australijskich miast to chyba jednak Melbourne z imponującym zapleczem kulturalnym i kulinarnym, najbardziej przypomina Europę. To w Melbourne odbywa się na przykład jeden z największych na świecie festiwali komediowych, a The National Gallery of Victoria uważana jest za najlepszą galerię sztuki w Australii. W Sydney można poczuć klimat europejski poruszając się po wielu dzielnicach miasta, skupiających konkretne narodowości. Po drugiej wojnie światowej duża liczba Greków osiedliła się w Marrickville, a Włochów w Leicchardt. Polacy mają natomiast swoje sklepy, szkoły i kluby w Ashfield i Bankstown.

4. Ze względu na wysokie zarobki i znikomą odległość krajów azjatyckich jakakolwiek produkcja towarów w Australii jest nieopłacalna. Co stanowi siłę gospodarczą tego kraju?

Australijska gospodarka jest rekordzistką ekspansji w skali światowej. Ostatnia recesja nastąpiła tutaj w 1991 roku. Sukcesu gospodarczego upatruje się na ogół w trzech źródłach. Jednym z nich jest sektor surowcowy. Australia przoduje w eksporcie węgla brunatnego, wełny, rud żelaza i aluminium. Na dużą skalę eksportuje również srebro, złoto i cynk, a także pszenicę, bawełnę i mięso. Drugim źródłem jest niesłychany wzrost cen nieruchomości. Ostatnim natomiast jest najwyższy wśród krajów rozwiniętych przyrost populacji. Ludność Australii w ostatnich trzech dekadach wzrosła o 50 procent. Dziś, do Australii przybywa 1 nowy imigrant na minutę.

5. Australia to kraj, gdzie zwierzęta, a zwłaszcza gady mogą być niebezpieczne. Miałaś już spotkanie z groźnym pająkiem czy wężem?

Z groźnymi pająkami spotkałam się już bardzo wiele razy. W Sydney występuje jeden z tych najgroźniejszych – Red Back Spider – i widziałam go już tydzień po przylocie do Sydney, w ogrodzie naszego domu. Jeżeli chodzi o węże, to zwiedzając las deszczowy w Queensland natknęłam się na sześciometrowego pytona. Innym razem, mniejszy okaz wyszedł z toalety w polskiej szkole w Brisbane, w której uczyłam dzieci polskiego. Groźne pająki i węże stały się już ikonami Australii. Faktycznie występuje tu sporo niebezpiecznych gatunków, ale nie jest tak, że czyhają na człowieka na każdym rogu. Mieszkając w Australii zna się niebezpieczne okazy i każdy wie, że na przykład po ugryzieniu przez jadowitego pająka należy postarać się go złapać i przywieźć ze sobą do szpitala w celu podania odpowiedniego antidotum. Gdy poparzy nas niebezpieczna meduza, często na plaży znajdziemy butelki z octem, którym należy polać ranę. Wbrew powszechnym mitom, znikoma liczba ludzi w Australii umiera od takich przypadków.

6. Każdy kto był w Australii podziwia spokój, uprzejmość i życzliwość tamtejszych mieszkańców. Powiedz skąd to się bierze? Czy to prawda, że to już w szkołach kładzie się nacisk na takie właśnie wychowanie dzieci?

Zdecydowanie tak. W szkole podstawowej mojej córki wybrano 5 najważniejszych wartości, do których uczniowie są mobilizowani. Są wśród nich współpraca czy życzliwość właśnie. Uczniowie konsekwentnie demonstrujący te wartości nagradzani są dyplomami podczas apelów szkolnych. W szkole organizowany jest co roku dzień przeciwko „bullying”, czyli zastraszaniu czy szykanowaniu. Co roku obchodzony jest również dzień wielokulturowości. Każdy uczeń rozpoczynający szkołę w zerówce ma dobranego starszego kolegę tak zwanego „buddy”, który „ma go na oku” i służy wsparciem. Wszystkie te inicjatywy wspierają kształtowanie uczniów na życzliwych i kulturalnych ludzi.

7. Australia to praktycznie kraj emigrantów, jak Polacy integrują się w tamtejszym społeczeństwie? Jak jesteśmy spostrzegani przez ludzi zamieszkujących ten kraj?

Nie generalizowałabym Polonii mieszkającej w Australii. Jesteśmy szalenie zróżnicowaną grupą. Są tacy, którzy słabo mówią po angielsku i trzymają się głównie z Polakami, tacy, którzy „zapomnieli polskiego w gębie” i się z Polakami „nie zadają”, tacy, którzy starają się balansować gdzieś na pograniczu tych dwóch światów i wielu innych. Dzisiaj do Australii coraz częściej przeprowadzają się z Polski ludzie w wieku 30-40 lat, którzy przylatują tu z dziećmi i zapleczem finansowym. Nie jest to już więc prawie wyłącznie emigracja zarobkowa, tak jak było to jeszcze dekadę temu. Polonia, z którą ja się identyfikuję, to ludzie, którzy dobrze odnajdują się w australijskiej społeczności, jednocześnie kultywując polskie tradycje. Staramy się wybierać mądrze, unikać skrajności i dumnie, ale nieprzesadnie celebrować obie kultury.

9. Przez kilka lat byłaś nauczycielką. Jak są zorganizowane lekcje języka polskiego?

W Australii mieszka ponad 200 tysięcy Polaków więc wydawałoby się, że polskie szkoły świetnie tu sobie radzą, jednak rzeczywistość jest inna. Rodzicom często trudno jest znaleźć czas na wysłanie dziecka do polskiej szkoły, zwłaszcza dlatego, że szkoły te operują wyłącznie w soboty. Zajęcia prowadzone są na ogół od 9 do 13. Tymczasem większość zajęć sportowych, które w Australii są bardzo popularne wśród dzieci i młodzieży, odbywają się właśnie w sobotnie poranki. Za naukę w szkołach pobierane są opłaty od rodziców. Polskie szkoły są jednak fantastycznym pomysłem, bo według mnie przekazanie języka ojczystego żyjąc na emigracji, powinno być nie tylko wyborem, ale obowiązkiem każdego odpowiedzialnego rodzica. Posiadając wykształcenie polonistyczne jestem w komfortowej sytuacji i uczę moje dziewczynki polskiego w domu.

10. Jesteś założycielką grupy polskich mam w Sydney. Czym zajmuje się wasza grupa? Jakie macie cele?

Kiedy urodziłam moją pierwszą córkę, zorientowałam się, że nie znam żadnych polskich mam i poczułam, że chcę, aby moje dzieci od małego znały polski język i Polaków. Założyłam więc grupę dla polskich mam w Sydney, która dziś jest ogromnym wsparciem dla wszystkich zainteresowanych. Spotykamy się nie tylko z dziećmi w parkach, ale też na kolacje czy kino bez dzieci. Wywiązało się w tej grupie mnóstwo przyjaźni, a co za tym idzie, wiele polskich dzieci, które nie mają tu prawdziwych cioć, zyskało ciocie przybrane.

11. Stworzyłaś także bloga „Polka w Australii pisze”. Co ciekawego dowiemy się z Twojego bloga?

Piszę o Sydney zarówno dla turystów jak i dla mieszkańców, ponieważ zajmuje się opisywaniem ciekawych miejsc, jak również bieżących wydarzeń w mieście. Piszę również o Australii, o jej kulturze, o edukacji, o społeczeństwie i jego problemach, o miejscach, które odwiedzam. Piszę też o ciekawostkach z branży lotniczo – podróżniczej, dzieląc się spostrzeżeniami zdobytymi w pracy na lotnisku międzynarodowym w Sydney.

12. Co zwiedzać w Austalii, czytelnicy mogą przeczytać na Twoim blogu. Powiedz nam tylko, w jakim okresie najlepiej planować wycieczkę do krainy kangurów?

Myślę, że często planując wakacje w Australii zapominamy, jak wielki to kraj i staramy się zobaczyć zbyt wiele w zbyt krótkim czasie. To, w jakim okresie najlepiej przylecieć, zależy od tego, gdzie dokładnie się wybieramy. Od grudnia do marca, czyli w czasie australijskiego lata, najlepiej odwiedzić południową część Australii, czyli Sydney, Melbourne, Adelajdę, Perth lub Tasmanię. Nie polecam jednak odwiedzać wówczas północy Australii, czyli na przykład Darwin lub Rafy Koralowe w okolicach Cairns, ponieważ panuje tam w tym okresie pora deszczowa. Na północ najlepiej wybrać się między marcem a listopadem. Centralną Australię z Uluru na czele lepiej odwiedzić w czasie australijskiej zimy, bo w lecie bywa tam zwyczajnie zbyt upalnie i parki krajobrazowe bywają wówczas zamykane.

Bardzo dziękuje za rozmowę i zapraszam wszystkich czytelników do śledzenia razem ze mną Australii na polkawaustraliipisze.com oraz na moim funpage na Facebooku – Polka w Australii pisze.