Andrzej Greszta – był pierwszym polskim właścicielem winnicy nad Mozelą i nadal jednym z niewielu w całych Niemczech. Od 1996 r. regularnie przyjeżdżał do niemieckiego Kröv i pracował przy uprawie winogron. Tam właśnie w 2006 r. zrealizował swoje marzenie i wyprodukował pierwszy rocznik swojej własnej marki wina. Obecnie 47-letni Andrzej Greszta jest właścicielem ponad 2 ha ziemi i produkuje około 18.000 butelek wina rocznie. Swoje produkty, poza niemieckim rynkiem, eksportuje także do Polski i Czech. Jego winami degustują się również goście podczas uroczystych przyjęć w Konsulacie Generalym w Kolonii. Natomiast brytyjski znawca win Stuart Pigott, mówi o nim, że jest jego ulubionym producentem wina nad Mozelą. Gazeta FAZ przyznała mu w 2015 r. nagrodę za „odkrycie roku wśród producentów win”. Sam Pan Andrzej nie pochodzi z „winiarskiej rodziny” i twierdzi, że to pozwala mu na odmienne nastawienie, które połączone z wieloletnim doświadczeniem, stało się kluczem do sukcesu jego winiarskiego gospodarstwa.

Michał Kochanski: Do Kröv przyjechał Pan po raz pierwszy 1996 r. jako pracownik sezonowy. Jak się stało, że wybrał Pan właśnie to miasto i jakie były Pana pierwsze wrażenia?

Andrzej Greszta: Moja pierwsza wizyta w Kröv to były odwiedziny mojego kolegi, połączone z pracą u jego znajomego winiarza. Muszę przyznać, że dolina Mozeli zauroczyła mnie od samego początku, swoimi przepięknymi widokami i wspaniałymi ludźmi.

MK.: Co takiego zafascynowało Pana w niemieckich winach, że postanowił Pan poznawać jego tajemnice?

A.G.: Jestem z zawodu rolnikiem. Od dziecka ciągnęło mnie do natury, a później kiedy dorosłem, także do poznawania smaków win. Kiedy  jeszcze mieszkałem w Polsce kupowałam różne wina, które później razem ze szwagrem degustowaliśmy podczas niedzielnych spotkań. Riesliniga pozałem dopiero nad Mozelą i stwierdziłem, że to jedyna odmiana winorośli, która charakteryzuje się wysokim potencjałem bukietów smakowych oraz niebywałą mineralnością. Charakterystyczne dla Rieslinga jest to, że w zależności od stopnia dojrzałości winogron moża w nim rozkoszować się różnymi bukietami samkowymi, np. owoców, kwiatów trawy. Dalatego ja nazywam Rieslinga królem białych win. Poza tym bardzo interesowała mnie cała procedura produkcji, od przycinki i podwiązywania krzewów, poprzez zbieranie winogron, ich wyciskanie, aż po proces fermentacji. Przyjeżdżałem rok w rok do pracy. Przez pierwsze trzy lata, na początku każdego sezonu, do podwiązywania pędów, później także jesienią, by pomagać przy zbiorach. Mój szef był bardzo zadowolony z mojej pracy. Ja natomiast z satysfakcją poznawałem, wciąż nowe sekrety uprawy winogron i produkcji wina. W końcu praca po części w Polsce, po części w Niemczech, stała się uciążliwa i zrozumiałem, że muszę podjąć decyzję: albo mieszkam w Polsce, albo w Niemczech. Moja pasja i marzenia okazały się tak silne, że w 2004 postanowiłem zostać na stałe w Kröv i podjąłem naukę w okolicznej szkole winiarskiej. Takiej szansy nie otryzmałbym w Polsce, bo tam takie szkoły po prostu nie istnieją.

MK.: W 2006 roku wyprodukował Pan pierwszy rocznik własnej marki wina. Jak sfinansował Pan pierwszą produkcję? To było chyba dość ryzykowne przedsięwzięcie?

A.G.: Nie miałem zbyt dużo pieniędzy. Zainwestowałem wszystkie moje oszczędności. Zakupiłem butelki, etykietki, korki udało mi się wyprodukować i przy wsparciu tutejszych przyjaciół napełnić pierwsze 1800 butelek, moim własnym Rieslingiem. Ryzyko jest zawsze w każdym biznesie, nie tylko przy prowadzeniu winnicy.

MK.: Jest Pan pierwszym właścicielem winnicy nad Mozelą. Jak przyjęli Pana Niemcy? Większość z nich to właściciele winnic z dziada pradziada, a tu pojawia się Pan, nieznany Polak z Lublina.

A.G.: Muszę przyznać, że zostałem bardzo dobrze przyjęty przez lokalną społeczność. Ludzie tu znali mnie już z czasów, kiedy przyjeżdżałem do pracy. Widzieli jakim jestem człowiekiem i jak pracuję. Trzeba powiedzieć, że tutaj nie ma jakiejś zaciekłej konkurencji wśród winiarzy. Wręcz przeciwnie. Więksość okolicznych właścicieli winnic stara się sobie nawzajem pomagać. Mamy swoje zrzeszenie, czyli Bauern und Winzerverband i staramy się raczej wspólnie dbać o swoje interesy. Razem organizujemy regionalne festyny, czy degustacje win. Ogromnej życzliwości i pomocy ze strony lokalnej społeczności doświadczyłem, kiedy kilka lat temu spalił mi się dom, a ja zostałem bez niczego, w jednych spodniach i jednej koszuli. Wtedy prawie w całym Kröv nastąpiła mobilizacja. Gmina zorganizowała dla mnie mieszkanie. Zaprzyjaźniona winnica Staffelter Hof,  udostępniła mi część swojej piwnicy, bym mógł dalej pracować nad moją produkcją wina, ludzie przynosili mi ubrania i sprzęty. Jeśli kogoś o cokolwiek poprosiłem, to nigdy nie zostałem odesłany z kwitkiem. Po dwóch latach, znów stanołem na nogi i śmiało mogę powiedzieć, że nie udałoby mi się to, bez pomocy lokalnej społeczności.

MK.: Czy może nam Pan zdradzić, jakie czynniki mają największy wpływ na smak dobrego wina?

A.G.: Najważniejsza jest pogoda i odpowiedni klimat. Winogrona potrzebują dużo słońca aby odpowiednio dojrzeć. Prawdziwym wrogiem jest grad, ponieważ niszczy nam owoce. Z kolei zbyt częste i obfite opady powodują, że winogrona gniją i nie nadają się do zbiorów. Nasz region należy do miejsc, gdzie zbiory odbywają się stosunkowo późno. Z reguły trwają od końca września do końca października, a nawet do początku listopada. Poza tym gleby w dolinie Mozeli zawierają domieszkę skał łupkowych (Schiefer), co powoduje, że cząsteczki łupkowe kumulują ciepło podczas dnia, dosarczjąc go winoroślom podczas chłodniejszej nocy. Ciepło z kolei bardzo korzystnie wpływa na dojrzewanie owoców. Muszę dodać, że w mojej uprawie winorośli, ściśle przestrzegam metod naturalnych. Nie stosuję żadnych nawozów sztucznych, herbicydów jak i insektycydów, a zbiorów dokonujemy ręcznie, wybierając jedynie zdrowe i odpowiednio dojrzałe owoce.

MK.: Podobno w swojej winiarskiej piwnicy pracuje Pan do późnych wieczorów. Czy ma Pan jeszcze jakieś inne hobby?

A.G.: Moje hobby to sport i taniec. Ostatnio są to także podróże, zwłaszcza w regiony, gdzie również produkuje się wino. Staram się odwiedzać tam właścicieli winnic, podglądać jak pracują, rozmawiać, zawierać nowe znajomości.

MK.: O ile wiem interesuje się Pan także produkcją win na całym świecie. Jakie wina są Pana zdaniem godne polecenia?

A.G.: Bardzo cenię sobie wino francuskie, z okolic Burgundii.  Dla miłośników dobrego wina polecam także Toskanię. Ostatnio podróżowałem po Afryce Południowej, tam także próbowałem fantastyczne bukiety win. We wszystkich tych regionach polecam wino czerwone. W Afryce próbowałem także lokalnego Rieslinga. Muszę jednak zdecydowanie powiedzieć, że nie ma chyba lepszego białego wina, od Rieslinga znad Mozeli. To właśnie ten gatunek, w tym miejscu, pozwala niepowtarzalnie wyeksponować bogactwo smaków.

MK.: Czy mógłby nam Pan powiedzieć jakie wina można u Pana nabyć i gdzie je zakupić?

A.G.: W mojej winnicy można nabyć jedynie białego Riesliga, ale za to o bardzo różnorodnych smakach, od  wytrawnych do deserowych. Aktualna karta win oraz cennik znajdują się na naszej stronie internetowej: www.weingut-greszta.de. Zamówienia można składać również poprzez internet, lub telefonicznie. Nasze wina możemy wysyłać praktycznie w każdy zakątek świata. W okolicach Kolonii i Düsseldorfu mamy tak wiele zamówień, że często osobiście dostarczamy przesyłkę. Wśród naszych klientów jest wiele firm, a także Konsulat Generalny w Kolonii, gdzie nasze wina są serwowane podczas uroczystych przyjęć.

MK.: Czy można też przyjechać do Pana na degustację wina?

A.G.: Oczywiście. Można zadzwonić pod numer podany na naszej stronie internetowej i umówić się na degustację. Muszę powiedzieć, że w tym roku dość wcześnie mieliśmy sprzyjającą, ciepłą pogodę. To sprawiło, że już teraz widać, iż zapowada się wyjątkowo dobry rocznik. O ile pogoda nie spłata nam jakiegoś psikusa. Zapraszam też bardzo serdeczenie do zwiedzania naszych przepięknych stromych stoków, w jedynej w swoim rodzaju doliny Mozeli.

Rozmawiał Michał Kochański
Twoje Miasto Nr. 48, październik/listopad 2017