Aktualności

Kurs Cudów – wywiad

Trening umysłu Kursu Cudów

zdjecie na poczCzym jest Kurs Cudów i o czym mówi? Dlaczego stał się tak popularny w ostatnim czasie i czemu wzbudza na całym świecie takie poruszenie i kontrowersje? Spróbujemy przybliżyć Wam ten temat w poniższym artykule. Do rozmowy zapraszam Rafała Wereżyńskiego, nauczyciela Kursu Cudów.

 
Witaj, Rafał. Dziękuję za przyjęcie zaproszenia do rozmowy.

Dzień dobry. Cieszę się z naszego spotkania.


Czym dla ciebie jest Kurs Cudów?

Najszybszą drogą wyjścia z konfliktu, prawdziwym rozwiązaniem, za które jestem niezwykle wdzięczny. Jest on po prostu narzędziem przemiany prowadzącym do oświecenia, czyli przypomnienia sobie, kim naprawdę jesteśmy. W rzeczywistości jesteśmy miłością, ale tego nie pamiętamy, ponieważ identyfikujemy się z oddzieleniem, czyli z lękiem. Doświadczenie miłości jest możliwe tylko poprzez puszczenie lęku, czyli puszczenie odrębnej tożsamości. Dzieje się to poprzez przebaczenie, czyli praktykę uwalniania wszystkich myśli, przekonań i wyobrażeń, jakie mamy o sobie, Bogu i świecie. To uwolnienie jest konieczne, gdyż – jak mówi Kurs – żadne z naszych ludzkich myśli, przekonań i wyobrażeń nie są prawdziwe.


Nawet te dobre myśli nie są prawdziwe?

Nawet te dobre, ponieważ ludzki umysł jest dualistyczny – rozdwojony, a więc całe jego postrzeganie i rozumienie opiera się na postrzeganiu przeciwieństw, np.: dobre – złe. Świat według niego to miejsce, gdzie dobro i zło współistnieją. Dla człowieka pojęcie dobra zakłada automatycznie istnienie zła, są one w jego rozumieniu nierozerwalnie związane i od siebie zależne. Wydaje się, że tak po prostu jest, że taka jest „natura rzeczy”, porządek świata. Kurs natomiast kieruje cię ku doświadczeniu pojedynczej rzeczywistości. Przypomina ci, że istnieje tylko jeden umysł, że nie jest możliwe rozdwojenie, idea „dwóch”, idea przeciwieństw. Ludzki umysł, który jest zdeterminowany, by trzymać się idei oddzielenia, nie może oczywiście tego pojąć i nie chce tego uczynić, bo zburzyłoby to obraz jego całego świata. Musiałby on przyznać, że tak naprawdę nie wie, kim jest, i nie ma pojęcia, co to znaczy „dobre”, czy „złe”, czym jest „dobra myśl”, a czym „myśl zła”.

Ważne jest, by pamiętać, że nie wystarczy jedynie rozważyć idei pojedynczości na poziomie rozumowym, bo w takim wypadku pozostanie to jedynie pustą koncepcją. Dlatego Kurs mówi, że doświadczenie prawdy ponad koncepcjami jest wymagane.


zdjecie1Jak tego doświadczyć? Od czego należy zacząć?

Od treningu umysłu. Jego celem jest wyćwiczenie twojego umysłu w całkowicie innym postrzeganiu wszystkich i wszystkiego na tym świecie. Kurs mówi wprost, że niewytrenowany umysł nie może osiągnąć niczego. Dlaczego? Ponieważ tak bardzo wierzy w swoje złudzenia, że nie dopuszcza do siebie niczego poza nimi. Zbudował na nich cały swój świat i wyobrażenie tego, kim jest, i teraz stara się za wszelką cenę uchronić ten konstrukt przed upadkiem.


Na czym polega trening umysłu?

Zacznijmy od tego, że książka „Kurs Cudów” składa się z trzech części: Tekstu, który jest swoistą teologią Kursu, Książki Ćwiczeń, która składa się z 365 lekcji do codziennej praktyki, i wreszcie – z Podręcznika dla Nauczycieli. Trening umysłu polega na uwalnianiu fałszywych myśli, po to by w umyśle zrobić miejsce na doświadczenie prawdziwych myśli, które pochodzą od Boga, Prawdy, Pełni, prawdziwej Jaźni, czy jakkolwiek inaczej chciałabyś nazwać Rzeczywistość. Ludzki umysł jest kompletnie zaśmiecony koncepcjami – myślami bez znaczenia. Kurs pokazuje nam, że absolutnie wszystko to, co postrzegamy w świecie, jest wynikiem tych nieprawdziwych myśli. Właśnie dlatego już pierwsza lekcja Kursu mówi, że „cokolwiek widzę, nic nie znaczy”.


Taka myśl dla człowieka jest zupełnie niezrozumiała.

Tak. Ale zrozumienie nie jest wymagane, aby zacząć trening umysłu. Ja też na początku nie rozumiałem Kursu Cudów. Zrozumienie pojawiło się, gdy zacząłem go doświadczać. A doświadczenie przychodzi w chwili, gdy zaczynasz poluzowywać swoje „myślenie”, gdy zaczynasz puszczać i otwierać swój umysł na coś całkowicie nowego…


zjecie2Ale jeśli puszczę, to czy nie oddam kontroli?

Człowiek boi się utraty kontroli, prawda? Ale przyznaj szczerze – czy twoja kontrola kiedykolwiek uczyniła cię szczęśliwą? Wolną? Kochającą i kochaną? Nie doświadczysz prawdziwej miłości, prawdziwego szczęścia, czy prawdziwej wolności bez puszczenia twojej kurczowej kontroli, bez poddania się. Czyli – tak, prawdziwie puszczając – oddajesz swoją kontrolę (czy też jej pozór), poddajesz się Bogu, czyli sile większej niż ty, niż twoja mała, egotyczna tożsamość, i doświadczasz tego, kim naprawdę jesteś.

 

Jedną z rzeczy, których boi się człowiek, jest to, że jakaś zewnątrzna siła będzie nim manipulować. Boi się prania mózgu. A z tym może się przecież kojarzyć pojęcie „trening umysłu”.

Sprecyzujmy pojęcie „pranie mózgu”. Rozumiem, że chodzi w nim o indoktrynację, narzucanie człowiekowi jakichś zewnętrznych idei, tak żeby doprowadzić do zmiany jego poglądów, czy zachowań i zdobyć nad nim władzę, móc nim manipulować dla własnych potrzeb. Czymże innym, jak nie praniem mózgu, jest więc na przykład cały system wychowania w rodzinie i społeczeństwie, czy nawet reklamy, które oglądamy w telewizji w przerwie ulubionego serialu? Umysł człowieka jest warunkowany, by myśleć zgodnie z nakazami świata i według jego obyczajów. Jest uczony, że należy się bać, że trzeba się bronić, że choroba, cierpienie i śmierć są naturalne i nieuniknione. Kurs zaś mówi, że to wszystko nieprawda; że rzeczywistość jest doskonała, wieczna i wolna, tylko że ty zapomniałaś o tym, bo sama siebie nauczyłaś lekcji o oddzieleniu. By teraz przywrócić prawdziwy stan umysłu, musisz się jedynie oduczyć tej niemożliwej lekcji, puścić złudzenia, które się wraz z nią pojawiły i wpuścić do swego otwartego umysłu prawdę. Temu właśnie służy trening umysłu Kursu Cudów. W tym sensie to właśnie Kurs chce cię uwolnić od prania mózgu, na które sama sobie pozwoliłaś.


Ciągle powtarzasz, że nic tutaj nie jest prawdziwe. Skąd więc wziął się ten świat, który dla mnie zdaje się tak realny?

Z twojego rozdwojonego umysłu, który uwierzył, że istnieje coś na zewnątrz niego i teraz w tym pozornie zewnętrznym świecie postrzega swoje własne projekcje, które wciąż na nowo potwierdzają dla niego to przekonanie o oddzieleniu. Widzisz to, co chcesz widzieć i doświadczasz jedynie tego, czego pragniesz doświadczać. Widzisz świat, bo uwielbiasz swój konflikt. Jest to sen twojego własnego wytworu, z którego musisz się obudzić. W momencie, gdy się z niego budzisz, wiesz, że to był tylko sen. Wiesz, że nie ma żadnego świata. Nie wiesz tego jednak, póki jesteś pogrążona we śnie. Wydaje ci się on całkiem prawdziwy. Pytanie więc jest jedno: czy naprawdę podoba ci się to, co widzisz?


Mówisz, że prawda jest doskonała i że nie istnieje nic prócz doskonałości. A czy doskonałość i niedoskonałość nie mogą współistnieć? Czy nie może być tak, że istnieje doskonały Bóg i niedoskonały świat?

W rzeczywistości to niemożliwe, gdyż oznaczałoby to istnienie dwóch prawd – doskonałej i niedoskonałej. To nielogiczne. Niedoskonałość przeczy doskonałości. Tylko jedno z dwojga może być prawdziwe. Nie w tym jednak rzecz. I znowu – rzecz jest w tym, co chciałabyś, aby było prawdą? Zawsze dostajesz to, czego chcesz. Taka jest natura umysłu. Jeśli chcesz świata oddzielenia, będziesz go widzieć, ale wówczas nie będziesz znać Boga ani swojej prawdziwej Tożsamości. Twoja prawdziwa Tożsamość jest doskonała, ponieważ Bóg jest doskonały i stworzył cię na swoje podobieństwo.


Ale przecież doświadczamy niedoskonałości. Żyjemy w niedoskonałym świecie.

To tylko złudzenie życia. Świat, który widzisz, nie jest tak naprawdę życiem, ponieważ życie jest wieczne. Czy możesz podać choć jedną rzecz na tym świecie, która jest wieczna?


Chyba nie.

A zatem ten świat nie może być życiem. Życie żyje, jak sama jego nazwa na to wskazuje. Jaki sens miałoby życie, które się kończy?


A czy śmierć nie jest po prostu częścią życia?

W to właśnie wierzy świat. Świat wierzy w przemijanie, w cykliczność, w czas. Od momentu kiedy przychodzisz na ten świat, zaczynasz umierać i uważasz to za rzecz normalną, „naturalną”. Przyzwyczajasz się do egzystencji opartej na nieuniknioności śmierci. Mówisz sobie, że tak po prostu jest, bo wszyscy tak robią. To nieprawda. Ja tak nie robię. Obudziłem się ze swojego snu o śmierci i teraz pokazuję ci, że możesz zrobić to samo. A możesz to zrobić, ponieważ istnieje tylko jeden obudzony umysł. A życie jest jedyną rzeczywistością. Nie ma śmierci, ponieważ nie jesteś ciałem.


Mówisz, że się obudziłeś, ale przecież widzisz cierpienie, chorobę, widzisz swoje ciało.

Tak, ale teraz jest to dla mnie motywacją do natychmiastowej duchowej przemiany. Jeśli uświadamiam sobie, że widzę ciało, kogoś cierpiącego, czy umierającego, wiem, że w swym umyśle znowu wybrałem oddzielenie. I wiem już z własnego doświadczenia, że nie mogę uciec od własnej odpowiedzialności, oddzielać się dłużej od tego bólu, udając, że to coś na zewnątrz mnie, z czym nie mam nic wspólnego. Wiem, że niczego nie zmienię „tam”, że uzdrowienie dzieje się tylko w moim umyśle, ponieważ to ja jestem przyczyną tej choroby, wypadku, a nawet wojny, o której słyszę w telewizji. A jest tak dlatego, że to ja zdecydowałem się widzieć odrębność, ciało, świat dualizmu… To wszystko jedna i ta sama idea oddzielenia. Cały świat, który widzę, jest moim wytworem.


Jak to „twoim wytworem”? A co z innymi ludźmi?

Przesłanie Kursu Cudów jest przesłaniem absolutnej pojedynczości. Nie ma czegoś takiego, jak „ktoś inny”. Jest jeden umysł, odpowiedzialny za cały bałagan świata oddzielenia, i to jest mój umysł. Jeśli chcesz być wolna od wszelkiego konfliktu, to musisz rozpoznać, że jesteś odpowiedzialna za wszystko, co widzisz.


Nawet za chorobę i śmierć innych ludzi?

Tak, a to tylko dlatego, że w swym własnym umyśle trzymasz się nieprawdziwej idei odrębnej tożsamości. I że jesteś zdeterminowana, by tej idei bronić i ją podtrzymywać.


zdjecie3A gdy puszczę tę ideę – gdy mój umysł zostanie uzdrowiony, to będzie to również ich uzdrowieniem?

Tak, dlatego, że nie ma żadnego świata na zewnątrz ciebie. Świat to dosłownie twój umysł. Wszystko, co widzisz i czego doświadczasz w świecie, jest natychmiastowym rezultatem twojego myślenia o sobie. Gdy to rozpoznajesz, rozpoznajesz też moc swojego umysłu. I nie próbujesz już naprawiać świata jako czegoś „tam” na zewnątrz, bo widzisz, że jest on jedynie skutkiem twego własnego myślenia. Dobrze wiesz, że naprawianie skutków nie uleczy problemu, tylko chwilowo zmieni jego formę. Jedynie usunięcie przyczyny problemu może przynieść prawdziwe uzdrowienie. A przyczyną świata jest twoje fałszywe wybrażenie o sobie. Gdy porzucasz to wyobrażenie, czyli całkowicie zmieniasz myślenie o sobie, świat się zmienia. Zmienia się całkowicie twoje postrzeganie wszystkich i wszystkiego.


Czy to znaczy, że gdy to rozpoznam, to nic z tego, co dzieje się w świecie, nie będzie już miało na mnie wpływu – ani sytuacja polityczna, ani choroby, pogoda, czy zachowania innych ludzi?

Będzie miało na ciebie wpływ tak długo, jak długo będziesz chciała wierzyć, że jesteś skutkiem świata, który widzisz. To jest tak, jak z odbiciem w lustrze. Możesz denerwować się, krzyczeć i grozić odbiciu w lustrze, które ci się nie podoba, i będziesz to robić tak długo, póki, zmęczona i zniechęcona brakiem pożądanej reakcji, nie zechcesz przyjąć, że to ty jesteś źródłem obrazu w zwierciadle. Tylko w rozpoznaniu przyczyny problemu leży uzdrowienie i przywrócenie poczytalności. W momencie, gdy weźmiesz pełną odpowiedzialność za swoje myśli, czyli gdy rozpoznasz, że robisz to sama sobie, że widzisz dokładnie to, co chcesz widzieć i zawsze dostajesz to, czego chcesz, to uświadomisz sobie ponownie moc swego umysłu. I przebaczysz, czyli rozpoznasz, że żal, konflikt i gniew nie mają żadnego uzasadnienia. Nikt ci nigdy niczego nie zrobił.


Trudno to przyjąć, zwłaszcza w traumatycznych przypadkach, w których zewnętrzna wina wydaje się oczywista.

Tylko dlatego, że cenisz swoją oddzieloną, wyjątkową tożsamość, a zatem widzisz dookoła „innych”. Już to wywołuje w tobie całe poczucie winy, jakie może być, ponieważ gdzieś w środku przeczuwasz, że nie ma nikogo innego i że cały konflikt, którego doświadczasz, jest jedynie twoją projekcją. Czy zgodzisz się z tym, że kiedy myślisz, że masz rację i jesteś pewna, że ktoś jest winny, to wcale nie czujesz się szczęśliwa? Ciągle szukasz potwierdzenia swojej racji i winy tej osoby, ale tak naprawdę nigdy nie znajdujesz pokoju… Tak, jak rodzice zamordowanej dziewczyny, którzy po kilkunastu latach walki o skazanie winnego na krzesło elektryczne, nie odnajdują szczęścia i ulgi w jego egzekucji. Przez cały ten czas to oni noszą winę i osąd w swoim umyśle. Teraz powiem coś, co sprawia, że większość ludzi odrzuca nauczanie Kursu: Bóg nie zna winy. Bóg nie osądza. Bóg widzi jedynie niewinność. Dlaczego ty miałabyś widzieć coś innego?


Czyli nikogo nie spotka kara?

Karzesz jedynie sama siebie. Bóg nikogo nie karze. Bóg jedynie kocha.


To zupełnie podważa chrześcijańską wiarę w piekło i grzech…

Tak, ponieważ człowiek błędnie rozumie te pojęcia. Kurs Cudów tłumaczy, że grzechem była po prostu twoja wiara w oddzielenie, a piekłem – świat oddzielenia. Ani jedno, ani drugie nie jest jednak prawdziwe. Gdyby grzech był prawdziwy, byłby wieczny i nigdy nie można byłoby mu wybaczyć, gdyż byłoby to niesprawiedliwe. Prawdziwe wybaczenie opiera się na rozpoznaniu nierzeczywistości grzechu.


Czyli – jeśli widzę świat oddzielenia, to znaczy, że jeszcze nie wybaczyłam?

Tak, a to z prostego powodu – jeszcze nie masz dość żalu. Żeby naprawdę doświadczyć rzeczywistości światła, miłości i pokoju ponad ograniczeniami czasu i przestrzeni, musisz mieć dość tego, co widzisz, czyli gdzieś poczuć nieznośny ból, jaki wiąże się z oddzieleniem. Jeśli nie będziesz miała dość, nic się nie wydarzy. Nie poprosisz o nic innego, bo będziesz usatysfakcjonowana stanem, w którym się znajdujesz.


zdjecie7Czy ty miałeś dość?

Tak, choć przed natknięciem się na Kurs pozornie miałem wszystko i na każdym polu odnosiłem sukcesy. Wydawało mi się, że byłem szczęśliwy, byłem nawet w trakcie pisania książki o szcześciu. Gdzieś zobaczyłem jednak, że nawet jeśli nauczę 100, czy 200 osób, jak być szczęśliwymi, to nie dotrę do 6 czy 7 miliardów pozostałych i nie rozwiążę w pełni problemu nieszczęścia na świecie. To mnie nie satysfakcjonowało. Czułem, że musi istnieć lepsza droga, która oferuje całkowite rozwiązanie dla wszystkich problemów tego świata, a nie tylko połowiczną ulgę kilku wybranym jednostkom. Wtedy poprosiłem o pomoc. I pomoc przyszła. Dzięki Kursowi Cudów nie tylko zobaczyłem, że problem i rozwiązanie znajdują się w tym samym miejscu – w moim umyśle – ale również doświadczyłem całkowitej nierzeczywistości problemu.


I co teraz robisz w świecie?

Dziele się tym, co zostało mi dane. Jeśli sprowadzimy to pytanie do czynności umysłu – to staram się w każdej chwili być uważny i kiedy tylko łapię się na chwili zapomnienia, oddzielenia – przemieniam swój umysł, otwieram się na korektę, czyli – zmieniam zdanie na temat tego, co widzę. Przebaczam sobie własne złudzenia, albo innymi słowy – uzdrawiam. To jedyne, co robię w tej chwili z tobą…


A przez chwilę wydawało mi się, że prowadzimy jakąś rozmowę…

No właśnie – nic nigdy nie jest takim, jakim się wydaje. Nawet zwykły wywiad może być jedynie pretekstem, byśmy mogli spotkać się w świetle i spojrzeć na wszystko – świat, siebie – inaczej.

Muszę przyznać, że twoja radość jest zaraźliwa.

Odczuwasz moją radość, bo na chwilę puściłaś koncepcję odrębnej tożsamości i zaczęliśmy się prawdziwie komunikować. Dziękuję za twoją otwartość.


Proszę bardzo! Zastanawiam się, czy w podobny sposób można wpłynąć na czyjeś zdrowie, np. uleczyć go.

Tak, choć nie to jest celem Kursu. Jego celem jest uzdrowienie umysłu, bo to umysł był chory, a nie ciało. Chorobą była wiara w odrębną tożsamość. Uzdrowienie wydarza się w chwili, gdy puszczasz, gdy pozwalasz na rozpadnięcie się tej odrębnej tożsamości.


Czy właśnie obawa przed puszczeniem swoich przekonań nie jest powodem, dla którego pojawiły się negatywne opinie o Kursie? Niektóre grupy nauczające Kursu nazywane są nawet sektami.

Kurs Cudów jest zagrożeniem dla tożsamości, która wierzy w konflikt i chce go zachować. Mówi bowiem wprost, że nie ma żadnego uzasadnienia dla konfliktu; pokój jest jedyną rzeczywistością. Co człowiek robi z takim przesłaniem? Albo w ogóle nie zwraca na nie uwagi, bo jest całkowicie skoncentrowany na swoim konflikcie, albo je atakuje, ponieważ czuje się zagrożony. A czuje się zagrożony, ponieważ gdzieś w głębi siebie wie, że jeśli przyjmie to, co Kurs mówi, to nie będzie mógł więcej doświadczać cierpienia, choroby, straty ani śmierci, które tak bardzo cenił, bo uzasadniały jego oddzieloną tożsamość. Dla tej nieprawdziwej tożsamości będzie to druzgocące.


Czy dlatego Kurs może w człowieku wywołać konflikt?

To nie Kurs, ani prawda wywołuje w człowieku konflikt, ale jego opór przed prawdą. Prawdę można przyjąć tylko albo w 100%, albo – w ogóle. Jeśli ktoś będzie chciał trochę prawdy, zachowując równocześnie odrobinę oddzielenia, czyli nadal ceniąc złudzenie – niechybnie doświadczy konfliktu. Doświadczenie zdruzgotania, czyli usunięcia fałszywej tożsamości, bądź upadku złudnych przekonań, jest konieczne, ale może ono być tak lekkie lub tak trudne, jak na to pozwolisz. Należy jedynie pamiętać, że nie tracisz nic prócz złudzeń.


Czyli znowu wracamy do tego, że jestem całkowicie odpowiedzialna za to, jak się czuję. To nie jest chyba zbyt popularna idea.

I właśnie dlatego Kurs jest odrzucany przez ten świat. Porządek świata opiera się na niebraniu odpowiedzialności. Wolisz myśleć, że konflikt dotyczy kogoś innego. A Kurs mówi ci wprost, że nie ma czegoś takiego, jak ktoś inny. Jesteś tylko ty w swoim umyśle. Nie możesz uciec od siebie poprzez projekcję – czyli rzutowanie konfliktu na kogoś innego. Musisz wziąć całkowitą odpowiedzialność. Tylko wtedy konflikt zniknie, a ty doświadczysz wolności.


rosary3.11.2007 180Czy można posłużyć się Kursem do wyjścia z nałogu?

Tak, Kurs Cudów to duchowy program wyjścia z nałogu człowiekoholizmu. Inaczej mówiąc: z nałogu identyfikowania się jako oddzielona tożsamość, tworzenia wizerunku samego siebie, postrzegania zmysłowego, koncepcyjnego myślenia, wiary w śmierć. Wyjście z nałogu odbywa się podobnie, jak w Programie Anonimowych Alkoholików: Po prostu uświadamiasz sobie, że sama nie radzisz sobie ze swoim nałogiem, że nie wiesz, jak rozwiązać problem, i nie próbujesz go już rozwiązać, tylko zwracasz swoje życie ku Sile większej niż ty sama, czyli poddajesz się Bogu.


A jeśli ktoś nie wierzy w Boga?

To nie ma znaczenia. Wystarczy, żeby miał naprawdę dość stanu, w którym się znajduje, i poprosił o pomoc.


Wielu ludzi mówi, że ma dość i stosuje różne formy terapii. Czy Kurs Cudów można potraktować jako terapię?

Nie można go potraktować jako terapii w klasycznym tego słowa rozumieniu. Kurs bowiem nie poprawia kondycji ludzkiej, czyli stanu oddzielenia, tylko od niego uwalnia. Kurs nie próbuje ci uświadomić, że traumatyczne przeżycie w dzieciństwie miało wpływ na to, jak się teraz czujesz. Kurs pokazuje ci, że cała twoja ludzka kondycja jest traumatycznym przeżyciem, ale jednocześnie przypomina, że nie jest ona prawdziwa. Kurs nie oferuje procesu, lecz natychmiastowe uzdrowienie. Kurs nie zajmuje się historią problemu, lecz pokazuje, że istnieje jeden problem – oddzielenie – i jedno rozwiązanie – rozpoznanie, że oddzielenie w rzeczywistości się nie wydarzyło.


Bezkompromisowy jest ten Kurs

Tak, to prawda. Ale gdyby nie to, wciąż wierzyłbym w świat oddzielenia i zastanawiał się, które z moich złudzeń jest bardziej prawdziwe. Nadal tkwiłbym w niemożliwej, beznadziejnej sytuacji i łudził się, że to jest życie i że mogę być szczęśliwy w złudzeniu, we śnie. Na całe szczęście w moim umyśle pojawił się Jezus ze swoim Kursem Cudów. Jestem za to niesamowicie wdzięczny…


Mówisz, że Jezus jest autorem Kursu. Przybliżmy czytelnikom, jak powstał Kurs Cudów.

Sama historia nie jest ważna. Wystarczy wziąć Kurs do ręki i otworzyć w jakimkolwiek miejscu, żeby zobaczyć, że nie napisał go człowiek. Z pewnością nie napisała go Helen Schucman, która, jak sama przyznaje, była jedynie jego skrybą. Spisała to, co podyktował jej Głos spoza czasu, przedstawiający się jako Jezus Chrystus. W ten sposób w połowie lat siedemdziesiątych powstała książka, która znana jest obecnie jako Kurs Cudów.


Jest wielu nauczycieli Kursu Cudów. Jak wybrać tego właściwego?

Mówimy często, że kiedy uczeń jest gotowy, to właściwy nauczyciel się pojawia. Nie chodzi jednak o ocenę, kto jest „dobrym”, czy „odpowiednim” nauczycielem Kursu. Bo albo nauczasz Kursu, albo nie. Jeśli opowiadasz o Kursie, to nie nauczasz Kursu. Jeśli prowadzisz dyskusje na temat Kursu, to nie nauczasz Kursu. Jeśli nauczasz kogoś na zewnątrz siebie, to nie nauczasz Kursu. Jeśli trzymasz się urazy w swoim umyśle, to nie nauczasz Kursu. Jeśli robisz z siebie guru, czy kogoś wyjątkowego, to nie nauczasz Kursu. Jeśli nauczasz koncepcji, to nie nauczasz Kursu. Nauczanie Kursu Cudów jest dawaniem żywego świadectwa pojedynczości; jest formą przemiany. Nauczyciel Kursu Cudów rozpoznaje, że nie ma nic na zewnątrz niego. Przemienia on jedynie swój własny umysł. I to się czuje. I tylko to może być pomocne dla jego ucznia. W przeciwnym razie słowa nauczyciela są puste i odzwierciedlają jedynie jego wiarę w oddzielenie. Tak naprawdę nauczanie Kursu nie ma nic wspólnego ze słowami. Owszem, używamy słów, ale tylko po to, by wyjść poza nie, do prawdziwego doświadczenia światła. Nauczanie to czynność umysłu. Odbywa się przez cały czas. A zatem nauczam zarówno wtedy, gdy do kogoś mówię, jak i gdy zmywam naczynia, czy idę ulicą, a nawet wtedy, gdy śpię. Nauczyciel Kursu Cudów zamiast mówić o Kursie, sam staje się Kursem.


Czy to znaczy, że nauczyciel musi być doskonały?

Gdyby był doskonały, to by go tu nie było. Musi jednak nauczać doskonałości wciąż na nowo i na nowo, aż sam się jej nauczy. Musi się nauczyć, że jego uczeń jest nim samym. Nauczyciel i uczeń są tak naprawdę jednym.


Z tego wynikałoby, że nie potrzeba nikogo z zewnątrz, żeby doświadczyć oświecenia?

Nie potrzeba. Kurs Cudów jest narzędziem indywidualnej przemiany. Nie znaczy to jednak, że nie możesz skorzystać z pomocy, która cię otacza. Mnie osobiście bardzo pomogła bliskość nauczycieli demonstrujących w każdej chwili przemianę swoich umysłów. Sama książka by mi nie wystarczyła, gdyż nie uwierzyłbym, że jest możliwe faktyczne doświadczenie tego, o czym owa książka mówi. Kontakt z oświeconym umysłem przyspieszył moje oświecenie. I teraz ja oferuję to samo, co otrzymałem – przyspieszenie przemiany dla każdego, kto tego chce.


zdjecie 8Ok, chcę tego. I co mam dalej robić?

Zacznij czytać Kurs Cudów i robić lekcje z Książki Ćwiczeń. Każda lekcja jest zaprojektowana tak, żeby pomóc ci wyjść z nałogu identyfikowania się z odrębną tożsamością i obudzić się do rzeczywistości.


A jeśli książka nie wystarczy?

Istnieje mnóstwo narzędzi zaprojektowanych tak, żebyś wesprzeć cię w twojej przemianie. Na prowadzonej przez nas stronie internetowej znajdziesz filmy transformacyjne, nagrania audio, wykłady online oraz informacje o spotkaniach. Jeśli naprawdę chcesz pomocy, to zobaczysz, że pomoc jest wszędzie wokół ciebie. Wszystko poprowadzi cię do obudzenia.


Powiedz mi jeszcze, Rafał, w jaki sposób ktoś zainteresowany nauczaniem Kursu mógłby się z tobą skontaktować?

Wszystkie informacje są na naszej stronie internetowej: www.kurscudow.org. Jeśli ktoś chce napisać do mnie osobiście, to może to zrobić przez link „Kontakt” na tej stronie. Zapraszam też na najbliższe spotkanie, jakie będę prowadził w Zielonej Górze w dniach 27-28 września 2014 r.


Dziekuję ci bardzo za rozmowę.

Ja również serdecznie dziękuję.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress
Protected with SiteGuarding.com Antivirus
/div